
Gdański zespół jazzowy założony w 1998 roku przez Wojtka Mazolewskiego jest obecnie jednym z najbardziej popularnych polskich zespołów jazzowych. W 2008 i 2009 roku Pink Freud został wybrany najlepszym zespołem elektrycznego jazzu w ankiecie Jazz Top miesięcznika „Jazz Forum”. Zespół odebrał też nagrodę Jazzowego Oscara, przyznawaną przez Stowarzyszenie Melomani. Pink Freud został doceniony też za teledyski – w 2005 roku otrzymał Yacha w kategorii Inna Energia za teledysk do utworu „Come as you are”, w 2007 zdobył Grand Prix festiwalu Yach Film za teledysk do utworu „Dziwny jest ten kraj” otwierający album „PUNK FREUD” oraz nagrodę na festiwalu Northernwave w Islandii.
"Pink Freud to dziś wyjątkowo solidna marka polskiego świata muzyki. Zespół, który wykopał sobie własną niszę w obrębie nowego jazzu, ale zarazem ciągle pozostawał stylistycznie niespokojny i obijał się w tej niszy od ściany do ściany. PF wychodzili od rytmicznego transu, niczym Łoskot i inni yassowcy, ale interesowali się też fuzją brzmień jazowych i elektronicznych – jak Tied + Tickled Trio w Niemczech czy Jaga Jazzist w Norwegii. Eksperymentowali z didżejem w składzie („Sorry Music Polska”), potem żeglowali bliżej free jazzu, rysowanego mocno i surowo („Punk Freud”), a wreszcie puszczali oko do fanów jazz-rocka i porywał koncertowym żywiołem („Alchemia”). Jeśli miałbym jednym słowem podsumować, jak wypadli na nowym albumie, powiedziałbym, że brzmią jeszcze śmielej.
Zespół Pink Freud – tym razem pracujący w studiu jako sekstet – nigdy jeszcze nie nagrał jednak płyty tak monstrualnie wręcz bogatej brzmieniowo. Płynnie przechodzą tu w siebie dźwięki akustycznej i syntetycznej perkusji, bas brzmi potężnie, wchodząc w rejestry kojarzące się już z polem syntezy dźwięku – bardziej wyczuwalne niż słyszalne. Sekcja rytmiczna, atakująca gęstymi, splątanymi partiami już w otwierającym album utworze „Pink Fruits”, zaskakuje na tym albumie wielokrotnie. Bardzo mocno w polirytmicznym (wbrew tytułowi wygląda mi to na efekt egzotycznych podróży koncertowych grupy) „Warsaw”. Najmocniej w „Goz Quarter”, kompozycji elektronicznego duetu Autechre, grupy, której transkrypcje wykonywały już orkiestry symfoniczne, ale nie znam nikogo, kto podjąłby się wcześniej zaaranżowania ich na taki skład. Tu zamieniają się rolami gitara basowa grająca główną melodię i towarzyszące jej w tle trąbki, świetnie oddające charakter syntetycznej partii z oryginału.
Już teraz jestem ciekaw, jak studyjne pomysły z tego albumu zabrzmią na koncercie. Panowanie nad zespołowym kreowaniem materiału w studiu i sceniczną emisją energii wychodzi grupie Wojtka Mazolewskiego równie dobrze, co rzadkie w tej konkurencji. Na polskim rynku daje to w tej chwili zespołowi Pink Freud status może jeszcze nie dinozaurów, ale na pewno monstrów. Jeśli ktoś z jazzowej konkurencji tego nie zauważył, to zrobią to, co robią monstra – przyjdą i go zjedzą." B.Chyciński
start:20:30
bilet:20pln w dniu koncertu 25pln